Skrzypce Stradivariusa znane jako „Lauterbach", wykonane w 1719 roku w tak zwanym złotym okresie twórczości Antonio Stradivariego, mogły pojawić się na koncercie w alzackim Colmar 31 marca 2026 roku. Pascale Bernheim, ekspertka od zrabowanych instrumentów muzycznych i współzałożycielka organizacji Musique et Spoliations, twierdzi, że jest absolutnie przekonana o tożsamości instrumentu. Skrzypce zostały skradzione przez nazistów z Muzeum Narodowego w Warszawie w 1944 roku, a ich obecna wartość szacowana jest na około 10 milionów dolarów, czyli orientacyjnie 40 milionów złotych.
Koncert w Colmar i artykuł w lokalnej gazecie. Jak wpadł trop?
Pierwszym sygnałem był artykuł w alzackiej gazecie Les Dernières Nouvelles d’Alsace, który opisywał wieczór wina i muzyki w Colmar, podczas którego skrzypek Emmanuel Coppey grał na kilku zabytkowych instrumentach. Jeden z nich został wykonany przez Nicola Amatiego w 1624 roku, drugi przez Antonio Guarneriego w 1735, a trzeci przez Antonio Stradivariego w 1719 roku. To właśnie ten ostatni instrument wzbudził uwagę Bernheim, która od lat tropi losy „Lauterbacha”. Producent koncertu Emmanuel Jaeger skontaktował się z nią już w 2017 roku, prosząc o pomoc w ustaleniu pochodzenia skrzypiec będących w posiadaniu Jean-Christophea Graffa, lutnika ze Strasburga.
Kluczową rolę w identyfikacji odegrał zmarły w ubiegłym roku brytyjski lutnik Charles Beare, jeden z najwybitniejszych ekspertów od instrumentów strunowych na świecie. Beare dwukrotnie badał skrzypce i stwierdził, że to Stradivarius z złotego okresu. Instrument przeszedł również analizę dendrochronologiczną, pozwalającą określić wiek drewna na podstawie słojów. Sam Graff obawiał się, że może posiadać skradziony instrument. Stradivari wykonał w 1719 roku zaledwie dziewięć skrzypiec, z których dwa pozostawały zaginione: „Lauterbach” i „Lautenschlager”. Ten drugi ma jednak tył wykonany z dwóch kawałków drewna, a nie z jednego jak „Lauterbach”, co pozwala wykluczyć pomyłkę.
Od Ogińskich po Muzeum Narodowe. Historia skrzypiec „Lauterbach”.
Skrzypce mają fascynującą i skomplikowaną historię. Część badaczy uważa, że w XVIII wieku mogły stanowić instrumentarium kapeli króla Augusta II Sasa, a później należały do rodu Ogińskich, w tym do Michała Kleofasa Ogińskiego, kompozytora słynnego poloneza „Pożegnanie Ojczyzny”. W XIX wieku trafiły do Francji, gdzie grał na nich wirtuoz Charles Philippe Lafont, a następnie posiadał je słynny lutnik Jean-Baptiste Vuillaume. Później skrzypce przeszły w ręce koncertmistrza królewskiej orkiestry w Dreźnie Johanna Christiana Lauterbacha, od którego nazwiska instrument zyskał swoją potoczną nazwę.



Na początku XX wieku skrzypce kupił w Berlinie łódzki przemysłowiec Henryk Grohman, który tuż przed wybuchem II wojny światowej przekazał je w depozyt Muzeum Narodowemu w Warszawie. Przez całą okupację niemiecką pracownicy muzeum ukrywali instrument w skrytce pod schodami gmachu. Po klęsce Powstania Warszawskiego w 1944 roku naziści odkryli skrzypce i je wywieźli. Kilka lat po wojnie instrument został prawdopodobnie skonfiskowany przez Amerykanów w domu byłego członka SS Theodora Blanka, a następnie trafił do Niemiec Zachodnich. W 1989 roku pojawił się w warsztacie lutniczym w Berlinie Wschodnim, skąd przedostał się do Strasburga. Od początku lat 90. instrument znajdował się we Francji w rękach prywatnych.
Czy skrzypce wrócą do Polski?
Potomkowie Henryka Grohmana, mieszkający dziś w Austrii i Argentynie, nie stracili nadziei na odzyskanie instrumentu. Georg Formanek, jeden z potomków przemysłowca, powiedział dziennikowi Le Parisien, że ten Stradivarius to legenda ich rodziny. Francuscy eksperci z Musique et Spoliations są w kontakcie z warszawskim Muzeum Narodowym, aby ustalić prawowitego właściciela skrzypiec. Pochodzenie instrumentu wymaga jednak ostatecznego potwierdzenia, bo ani organizator koncertu Jaeger, ani lutnik Graff nie odpowiedzieli na zapytania agencji AFP w tej sprawie.
Kontekst rynkowy podkreśla wagę odkrycia. W lutym 2026 roku inny Stradivarius, „Joachim-Ma”, osiągnął na aukcji w Nowym Jorku cenę 11,3 miliona dolarów, a rekord wszech czasów należy do „Lady Blunt”, sprzedanej w 2011 roku za 15,9 miliona dolarów. Jeśli tożsamość „Lauterbacha” zostanie potwierdzona, będzie to jedno z najważniejszych odkryć w historii restytucji zrabowanych dzieł sztuki i zarazem jeden z najbardziej niezwykłych powrotów instrumentu muzycznego po ponad 80 latach od kradzieży. Historia „Lauterbacha” jeszcze się nie zakończyła, ale każdy nowy trop przybliża do rozwiązania zagadki, która od dekad rozpala wyobraźnię historyków i melomanów.