Długo wyczekiwana premiera Tesli Roadster zbliża się wielkimi krokami, a Elon Musk ponownie podgrzewa atmosferę kontrowersyjnymi wypowiedziami. Miliarder oficjalnie zapowiedział, że prezentacja produkcyjnej wersji pojazdu odbędzie się w 2026 roku, ale jednocześnie wystosował nietypowe ostrzeżenie do potencjalnych klientów. W szczerym wywiadzie stwierdził wprost, że jeśli priorytetem kupującego jest ochrona pasażerów, powinien on zrezygnować z zakupu tego modelu. Roadster ma być bowiem bezkompromisową maszyną nastawioną na osiągi, a nie rodzinnym sedanem gwarantującym spokój ducha.
Bezpieczeństwo nie jest celem.
W trakcie rozmowy z Peterem Diamandisem na łamach podcastu, Elon Musk zaszokował słuchaczy swoją bezpośredniością dotyczącą filozofii projektowania nowego modelu. CEO Tesli otwarcie przyznał, że w przypadku Roadstera „bezpieczeństwo” nie stanowi głównego celu inżynierów, co jest ewenementem w dzisiejszej motoryzacji. Porównał zakup tego elektrycznego supersamochodu do nabycia klasycznego Ferrari, gdzie kluczowe są emocje i adrenalina, a nie systemy asystujące kierowcy. Musk podkreślił dobitnie: „Jeśli bezpieczeństwo jest twoim celem numer jeden, nie kupuj Roadstera”, co rzadko słyszy się z ust szefa koncernu samochodowego. Oczywiście dodał po chwili, że firma będzie dążyć do tego, aby nikogo nie zabić, ale priorytety leżą zupełnie gdzie indziej.

To podejście wynika z faktu, że „Tesla Roadster” ma być zwieńczeniem ery motoryzacji opartej na ludzkich kierowcach. Musk określił ten pojazd mianem „the best of the last” – najlepszym z ostatnich samochodów prowadzonych manualnie, zanim pełna autonomia przejmie kontrolę nad drogami. Tak radykalne postawienie sprawy sugeruje, że konstrukcja będzie pozbawiona wielu kompromisów, które zazwyczaj ograniczają inżynierów tworzących auta drogowe. Zamiast stref zgniotu i poduszek powietrznych w każdym zakamarku, nacisk położono na czystą fizykę jazdy i ekstremalne doznania. Dla wielu fanów marki może to być sygnał, że Roadster będzie bardziej przypominał wyścigowy bolid dopuszczony do ruchu niż bezpieczną limuzynę.
Rakietowe osiągi i marzenie o lataniu.
Najbardziej ekscytującym elementem nowej specyfikacji jest opcjonalny „pakiet SpaceX”, który ma przenieść osiągi samochodu w wymiar rodem z filmów science-fiction. Musk potwierdził, że auto będzie wyposażone w „silniki rakietowe” na zimny gaz, które drastycznie poprawią przyspieszenie, hamowanie oraz pokonywanie zakrętów. Dzięki nim czas przyspieszenia „0-100 km/h” ma spaść poniżej jednej sekundy, co byłoby absolutnym rekordem świata dla pojazdów seryjnych. Co więcej, miliarder nie porzucił wizji, w której Roadster będzie mógł krótko unosić się nad ziemią niczym poduszkowiec.

Inspiracją dla tej funkcji był przyjaciel Muska, „Peter Thiel”, który w prywatnych rozmowach narzekał na brak latających samochodów w wizji przyszłości. Musk stwierdził, że chce spełnić to marzenie i sprawić, by Thiel mógł wreszcie kupić auto, które dosłownie oderwie się od asfaltu. Ta technologiczna ekstrawagancja wiąże się jednak z ogromnymi wyzwaniami technicznymi, zwłaszcza w kontekście homologacji drogowej. Mimo to zespół inżynierów Tesli pracuje nad tym, aby wizja lewitującego samochodu stała się rzeczywistością, a nie tylko marketingową mrzonką. To właśnie te funkcje sprawiają, że Roadster staje się czymś więcej niż tylko szybkim elektrykiem – staje się inżynieryjnym eksperymentem na kołach.
Deser, na który wciąż czekamy.
Wielokrotne opóźnienia projektu Musk tłumaczy specyficzną rolą, jaką ten „samochód sportowy” pełni w ogólnej strategii całej firmy. Miliarder wielokrotnie używał metafory, w której Roadster jest jak „deser” – wisienka na torcie, która jest wspaniała, ale nie niezbędna do przeżycia. Głównym daniem Tesli pozostaje masowa elektryfikacja transportu i rozwój zrównoważonej energii, co miało pierwszeństwo przed niszowym modelem dla najbogatszych. Dlatego też zasoby inżynieryjne były przez lata przekierowywane do projektów takich jak Cybertruck czy rozwój platformy Modelu 2.



Teraz jednak, gdy „premiera 2026” została oficjalnie zapowiedziana (choć data 1 kwietnia budzi pewną dozę sceptycyzmu), wydaje się, że prace są na finiszu. Musk obiecuje, że cierpliwość klientów, którzy wpłacili zaliczki lata temu, zostanie nagrodzona produktem, jakiego świat jeszcze nie widział. Wielu z nich czeka na swoje wymarzone auto od 2017 roku, kiedy to po raz pierwszy pokazano prototyp. Jeśli Tesla dotrzyma słowa, otrzymamy maszynę, która zdefiniuje na nowo pojęcie supercara w XXI wieku. Pozostaje mieć nadzieję, że zapowiedź premiery w Prima Aprilis to tylko specyficzne poczucie humoru prezesa, a nie kolejna zapowiedź przesunięcia terminu.
Ostateczna granica możliwości.
Roadster w zapowiadanej formie będzie produktem wybitnie niszowym, skierowanym do wąskiego grona odbiorców szukających ekstremalnych wrażeń. Cena, która z pewnością będzie astronomiczna, oraz otwarta deklaracja o braku priorytetu dla bezpieczeństwa, skutecznie przeselekcjonują potencjalnych nabywców. Nie będzie to auto do odwożenia dzieci do szkoły, lecz zabawka dla kolekcjonerów i entuzjastów adrenaliny. Musk zdaje się celować w klientelę, która do tej pory wybierała marki takie jak Bugatti czy Koenigsegg.


Wprowadzenie na rynek pojazdu z napędem rakietowym może też wymusić zmiany w przepisach ruchu drogowego w wielu krajach. Trudno sobie wyobrazić, jak organy regulacyjne podejdą do kwestii samochodu, który teoretycznie może latać nad korkami. Mimo wszystkich kontrowersji, projekt ten pokazuje, że Tesla wciąż ma ambicje bycia innowatorem, który nie boi się ryzyka. Roadster ma być dowodem na to, że granice fizyki w motoryzacji można jeszcze przesunąć. Czy stanie się on legendą, czy niebezpieczną ciekawostką – przekonamy się już za dwa lata.