Przez ponad dwie dekady iRobot był niekwestionowanym królem domowej automatyki, a nazwa Roomba stała się dla robotów sprzątających tym, czym "adidasy" dla butów sportowych. Jednak grudniowe doniesienia z 2025 roku brutalnie zweryfikowały pozycję amerykańskiego pioniera. Firma oficjalnie złożyła wniosek o upadłość (w procedurze Chapter 11), kończąc tym samym pewną erę w historii elektroniki użytkowej. To, co miało być chwilowym kryzysem, okazało się drogą bez powrotu, a legendarny producent trafi w ręce swojego dotychczasowego dostawcy. Upadek iRobota to podręcznikowy przykład tego, jak brak innowacji w zderzeniu z agresywną ekspansją rywali może pogrążyć nawet największego giganta.
Roborock i Dreame dyktują warunki gry.
Bezpośrednią przyczyną problemów amerykańskiej firmy jest chińska konkurencja, która w ostatnich latach dokonała niesamowitego skoku technologicznego. Marki takie jak Roborock i Dreame przestały być tanimi imitatorami, a stały się liderami innowacji, oferującymi zaawansowane systemy nawigacji LiDAR, skuteczne mopowanie soniczne i wielofunkcyjne stacje bazowe.
W czasie gdy iRobot kurczowo trzymał się starszych rozwiązań opartych na kamerach, konkurenci z Azji wprowadzali na rynek sprzęt szybszy, dokładniejszy i często tańszy. Bezwzględna wojna cenowa sprawiła, że konsumenci, mając do wyboru nowocześniejszy produkt w niższej cenie, masowo odwracali się od Roomby, której rozwój w oczach wielu ekspertów po prostu stanął w miejscu.
Nieudana fuzja z Amazonem jako punkt zwrotny.
Gwoździem do trumny dla iRobota okazała się nieudana fuzja z Amazonem. Transakcja wyceniana na 1,4 miliarda dolarów, która miała być kołem ratunkowym zapewniającym kapitał na rozwój, została zablokowana przez organy regulacyjne w Unii Europejskiej i Stanach Zjednoczonych.
Decyzja ta odcięła firmę od niezbędnych środków finansowych i zmusiła zarząd do drastycznych cięć kosztów. Bez parasola ochronnego technologicznego giganta, iRobot został sam na polu bitwy, zmagając się z rosnącymi stratami i malejącym udziałem w rynku. To wydarzenie pokazało, jak bardzo przyszłość firmy była uzależniona od zewnętrznego inwestora, a nie od własnej siły sprzedażowej.
Shenzhen PICEA Robotics przejmuje stery.
W ramach procesu naprawczego iRobota czeka głęboka restrukturyzacja, a jej finałem ma być przejęcie aktywów przez Shenzhen PICEA Robotics. Fakt, że legendarna amerykańska marka zostaje wykupiona przez swojego chińskiego dostawcę, jest symbolem całkowitej zmiany układu sił w branży.
Umowa ta ma pozwolić na zachowanie marki Roomba na rynku, ale pod całkowicie nowym zarządem i prawdopodobnie z nową strategią produkcyjną. Dla dotychczasowych akcjonariuszy oznacza to zazwyczaj utratę zainwestowanych środków, ale dla samej technologii może to być jedyna szansa na przetrwanie w ekosystemie zdominowanym przez azjatyckich producentów.
Cła handlowe i rosnące koszty produkcji.
Oprócz błędów strategicznych, iRobot padł również ofiarą geopolityki i czynników makroekonomicznych, w tym wysokich opłat celnych. Cła handlowe, nałożone m.in. na komponenty i towary importowane z Wietnamu czy Chin, drastycznie podniosły koszty produkcji urządzeń, niwelując marżę, która i tak była pod presją ze strony tańszych rywali.

W sytuacji, gdy konkurencja potrafiła optymalizować łańcuchy dostaw, iRobot tracił elastyczność cenową. Ostatecznie kombinacja przestarzałej oferty, blokady fuzji i niesprzyjającego otoczenia gospodarczego doprowadziła do sytuacji, w której ikona robotyki musi zniknąć w swojej dotychczasowej formie, stając się częścią chińskiego imperium technologicznego.